Co Rosjanie myślą o Polsce? Czy Rosja boi się Polski?
Razem z Jakubem Bodzianym rozmawiamy o tym, jak Rosja postrzega Polskę i dlaczego "polski imperializm" jest dla Kremla wygodnym narzędziem, a nie realnym lękiem. Wyjaśniam, dlaczego rosyjskie propozycje rozbioru Ukrainy to cyniczna pułapka, jak wygląda nowy kontrakt społeczny oparty na dobrobycie, który czyni putinizm trwalszym niż ZSRR, i co realnie możemy uznać za sukces w relacjach z Rosją.
Rosja chce wyciągnąć "polski imperializm ze śmietnika historii", ale robi to na naszą niekorzyść. Dla nas słowo "imperium" ma negatywne konotacje, dla Rosjan pozytywne, więc zakładają, że Polska skrycie marzy o Rzeczypospolitej sięgającej po Lwów, Kijów i Mińsk. Stąd propozycje rozbioru Ukrainy, na przykład te przedstawiane przez Miedwiediewa na tle wielkiej mapy. To jest pułapka: gdybyśmy faktycznie sięgnęli po zachodnią Ukrainę, nasza wiarygodność w strukturach międzynarodowych spadłaby do zera, a my stanęlibyśmy z Rosją jeden na jeden. A w takich starciach, jak pokazuje 300 lat historii, Rosja zwykle z nami wygrywała, stawiając na siły marginalne: od Targowicy, przez bolszewików, po komunistów instalowanych w 1945 roku. Co ważne, wbrew naszym przekonaniom Polska nie jest w centrum uwagi Kremla. Analiza dokumentów prezydenckich od 1999 roku pokazuje, że pojawiamy się dopiero w trzeciej dziesiątce wzmianek, zwykle w momentach "erupcji antypolskiej".
Obecną agresję interpretuję jako próbę rewizji "hańbiącego pokoju", nawiązując do tekstu Władisława Surkowa "Koniec hańbiącego pokoju" opublikowanego tuż przed inwazją. Rosja chce wyjść poza granice narzucone przez traktat brzeski z 1918 roku, a rozpad ZSRR traktuje jako dziejową niesprawiedliwość. Stąd niechęć Putina do Lenina, któremu przypisuje podłożenie "bomby z opóźnionym zapłonem" przez nadanie republikom prawa do secesji. Co stabilizuje ten system? Bezprecedensowy w historii Rosji dobrobyt. Putin "kupił" Rosjan stylem życia: wakacjami w Egipcie, dostępem do dóbr konsumpcyjnych. Wojnę prowadzi się dziś metodami kapitalistycznymi: milion rubli za sam podpis kontraktu, umarzanie kredytów, żołd ok. 8 tys. zł netto przy medianie zarobków w Buriacji rzędu 800-1000 zł. Gubernatorzy mają wojenne wskaźniki KPI do wypełnienia. To "wojna biednych" z rosyjskiej prowincji.
Mój wniosek jest pragmatyczny. Z perspektywy polskich interesów Rosja "mniej agresywna", taka, która nie zagraża sąsiadom, już będzie dużym sukcesem. Gospodarczo Rosja wpada w stagnację, ma ponad 400 tysięcy poległych i ponad milion rannych, a badania pokazują, że społeczeństwo chciałoby zakończenia wojny. To może generować frustrację. Demokratyczna Rosja wymagałaby "wymyślenia jej na nowo", prawdopodobnie na emigracji, wraz z konkretnymi narzędziami jak nowe podręczniki szkolne. Ostrzegam jednak przed naiwną wiarą w szybką demokratyzację pod nową elitą, na przykład Julii Nawalnej. Rosja jest strukturą zbyt dużą i gospodarczo atrakcyjną, by Zachód nie chciał do niej wrócić, i to Warszawa musi umieć politycznie rozegrać.